A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź,
wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj,
ty mnie ukołysz i uśpij, snem muzykalnym zasyp, otumań,
we śnie na wyspach szczęśliwych nie przebudź ze snu.
Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,
rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych,
dużo motyli mi pokaż, serca motyli przybliż i przytul,
myśli spokojne ponad wodami pochyl miłością.
- Konstanty Ildefons Gałczyński, Prośba o wyspy szczęśliwe
Ten wiersz nieustannie chodził mi po głowie za każdym razem, gdy spojrzałam na okładkę tomu pierwszego. Jeden z moich ulubionych, znany niemal na pamięć, słodki, czuły i pełen nadziei.
Życie na Wyspie Szczęśliwej także wydaje się słodkie i pełne nadziei. Ludzie są tam szczęśliwi. Może i prymitywni, w pewnym stopniu ograniczeni przez religię, poglądy i tradycje, ale beztroscy. Nie znają takich pojęć jak "kara", "morderstwo" czy "kradzież", bo te pojęcia zwyczajnie wśród nich nie istnieją. Niewinni, pełni niczym niezmąconej wiary. Do momentu, gdy przybywa pewien Obcy i przewraca ich świat do góry nogami.
Równocześnie Tagun, główny bohater, jako jedyny znany w historii mieszkaniec hermetycznie zamkniętej na wszystko co nowe Gar'Ingawi, zmuszony jest opuścić swoją ojczyznę. Historia chłopaka jest niezmiernie wciągająca. Zmaga się on ze stereotypami wpojonymi od dziecka zderzając się z obcymi ludami, nie tracąc przy tym wiary i nadziei.
Coś, co było dla mnie na początku trudne do przyjęcia – zbyt sztywny język, patosowa narracja. Lubię, gdy fantastyka obok innych spełnianych funkcji także bawi i rozluźnia, więc brak przekleństw, kolokwializmów i erotycznych scen jest tu dla mnie sporą odmianą. Jest to jednak zrozumiałe biorąc pod uwagę fakt, że autorką jest siostra zakonna, w dodatku pisząca w ubiegłym stuleciu, a więc nie mamy tutaj do czynienia z typową fantastyką powstającą w czasach obecnych. Okazało się jednak, że nie jest to żadną ujmą dla dzieła - ma ono swój niepowtarzalny charakter, choć styl narracji pisarki nie należy do moich ulubionych.
Objętość tomów jest niewielka jak na powieść fantastyczną, której akcja toczy się w wykreowanym od podstaw świecie, gdzie egzystuje sporo przeróżnych ras. Nie przeszkadza to jednak w odbiorze – zaskakująco łatwo wczuć się w klimat, a świat przedstawiony jest dopracowany – począwszy od map, przez języki i obyczaje, po wygląd postaci.
O ile pierwszy tom wciągnął mnie swoją fabułą i wzbudził ciekawość naglącą do wczytania się w tom kolejny, to ten mnie zawiódł. Druga część jest zdecydowanie słabsza od tomu pierwszego. Zbyt chaotycznie napisana, aż zgubiłam się parę razy w trakcie czytania i musiałam cofać się o kilka stron próbując połączyć wątki. Czytając, miałam wrażenie jakby ktoś nacisnął przycisk szybkiego przewijania.
Dla odmiany Tagun nie jest w tej części głównym bohaterem. Wręcz przeciwnie, gdzieś zanika. Tytuł sugerowałby, że ta rola przypadła teraz jego siostrze Nulani, ale i opisów jej przygód nie jest tu zbyt wiele. Autorka za bardzo skupiła się na grach politycznych i intrygach, które zagłuszyły wszystko inne i wręcz nudziły.
Postaci zaczęły wymykać się spod kontroli, teraz wydają się chwiejne i straciły na barwności.
Niemniej jednak w dalszym ciągu jestem w stanie polecić tę pozycję. Fabuła jest na tyle interesująca, że będę wyczekiwała wydania tomu trzeciego, by dowiedzieć się, jaki finał jest pisany Tagunowi, Nulani i reszcie bohaterów.

Komentarze
Prześlij komentarz