Przejdź do głównej zawartości

Wierni Bogom. Zaginione dziedzictwo - Marcin Marchwiński


Debiutancką książkę Marcina Marchwińskiego miałam na oku od dnia premiery, która miała miejsce dwa lata temu. Jak to zwykle ze mną bywa, na drodze nieprzerwanie pojawiały się inne pozycje, po które bezzwłocznie trzeba było sięgnąć i tak oto powieść Wierni Bogom. Zaginione dziedzictwo skończyłam czytać dopiero dziś.

Mitologie świata, a zwłaszcza słowiańska i nordycka żywo mnie interesują, więc z przyjemnością wyławiam w literaturze wątki mitologiczne i fantastyczne. Wystarczyło jedno spojrzenie na okładkę wyżej wspomnianej książki, żeby wiedzieć, że prędzej czy później dostanie się ona w moje ręce.

Autor miał niezwykle interesujący pomysł na powieść. Współczesna Polska jest potęgą niezmanipulowaną przez Kościół chrześcijański, a to za sprawą Piastów, którzy nie ugięli kolan przed papiestwem i nie złożyli korony pozostając wiernymi tradycji oraz rodzimej wierze. Zawiązali Wspólnotę Bałtycką, czyli unię pogańskich państw, które wspólnie przez wieki opierały się obcym religiom i rosły w potęgę.

Rozdziały na zmianę traktują o wydarzeniach z czasów nam współczesnym i tych z przeszło tysiąca lat temu. I tu muszę przyznać, że potencjał po części zmarnowano. O ile dzieje Mieszka I, Bolesława Chrobrego, Mieszka II i ich synów opisane są niezwykle ciekawie, o tyle rozdziały poświęcone ostatnim czasom pozostawiają niedosyt. Zbyt mało opisów, które pozwalałyby w pełni poczuć klimat alternatywnej Polski. Brakowało mi także dobrze widocznego głównego bohatera, z którym można zawiązać więź. Po skończeniu książki można twierdzić, że taką postacią była Ludmiła, lecz nie posiadała ona od początku dobrze nakreślonego charakteru. W oczy kole także ilość błędów interpunkcyjnych. Z drugiej strony bardzo podobały mi się opisy erotycznych zbliżeń, których na mój gust były dobrze wyważone i ilościowo w sam raz.

Podczas lektury można zauważyć, że autor odrobił zadanie domowe przygotowując się do pisania przez zgłębienie niezbędnej literatury w celu poznania dziejów Polski oraz mitologii słowiańskiej. Na końcu książki znajdziemy nawet krótką bibliografię, za co jestem wdzięczna, gdyż zapewne sięgnę po dwie czy trzy pozycje, które zostały tam zamieszczone.


Mam nadzieję, że autor nie poprzestanie na skończeniu jednej książki. Jeśli Marchwiński zdecyduje się rozwijać jako pisarz, z pewnością będę śledziła jego dalszą karierę.

Tymczasem zabieram się za Trainspotting Zero.

Komentarze